Prosimy zwolnić
Kierowcy samochodów dostawczych i ciężarowych cieszą się niezbyt dobrą sławą. Mówi się, że traktują polskie drogi jak swoją prywatną własność i nie liczą się z innymi pojazdami na drodze. Najbardziej zaś nagminnym ich występkiem jest przekraczanie dozwolonej prędkości.

W zasadzie można starać się próbować zrozumieć kierowców. Nie są oni właścicielami firmy, a jedynie są w niej zatrudnieni. Jeśli ich szef powie im, że taki czy inny towar musi znaleźć się określonego dnia (a czasem nawet podaje się dokładne godziny) w określonym miejscu, to nie mogą oni terminu negocjować. Muszą zrobić wszystko, by dotrzymać wskazanej daty – w przeciwnym razie ich dni w zawodzie kierowcy mogą być policzone. To jednak jeszcze nie powód, by wyładowywali oni drzemiącą w sobie frustrację na kierowcach, którzy niczemu nie są winni. Trąbienie, zajeżdżanie drogi czy wyprzedzanie na podwójnej ciągłej mogliby sobie zatem darować. Dobrze by było, gdyby udało im się także jeździć trochę wolniej. Może zamiast gnać na złamanie karku lepiej by było wziąć się za takie wyznaczanie trasy, które pozwoliłoby skrócić trasę, a co za tym idzie móc ograniczyć prędkość. Dobra logistyka jest z całą pewnością bardziej efektywna niż jazda na złamanie karku w oparciu o przeczucie.